Krosno Odrzańskie

Od ostatniego wypadu na tory minęło już niemal pół roku i głód wyjazdowy był przeogromny. Niestety życie brutalnie weryfikuje najlepsze nawet plany i za cholerę nie mogliśmy spasować wspólnego terminu. W akcie desperacji zaczął mi kiełkować pomysł samotnego wyjazdu. Ze względu na bliskość noclegu w stosunku do linii oraz jedna z ostatnich szans na spotkanie rumunów w ruchu planowym, kierunek ewentualnego wyjazdu nasuwał się sam czyli Krosno Odrzańskie. Zacząłem liczyć odległości, analizować miejscówki oraz połączenia kolejowe i autobusowe i śmiały plan powoli nabierał coraz realniejszego kształtu. Wiedziałem, że łatwo nie będzie ale chciałem na własnej skórze przekonać się jak to jest, wszak większość fotografów, zwłaszcza krajobrazowych działa w pojedynkę i daje radę. Wkrótce nadarzyła się okazja w postaci krótkiego wyjazdu uroczej małżonki i mimo niekorzystnej prognozy pogody podjąłem decyzję, teraz!

I tak objuczony niczym wielbłąd stoję w piątkowy poranek przed panią z PR w kasie dworca Kaliskiego i dopytuję o „bilet rewelacyjny” z Poznania do Zielonej Góry. Dama oczywiście, że nie ma, że ona musi sprawdzić, że będzie musiała dwa bilety wypisać i tego typu brednie ale koniec końców udało się i to nawet na jednym. Nie wiem czy pani z zemsty czy też z grafika wlepiła mi miejsce w wagonie rowerowym nie wiedząc jaką mi tym robi przysługę. Wagon jako ostatni z dużym przedsionkiem rowerowym i genialną widoczności na szlak, rewelacja!. Świadomie przybyłem na dworzec godzinę wcześniej by jeszcze coś pstryknąć w stacji więc gramolę się na peron wcześniej odpytany przez miłą inwalidkę w „lengłidżu” o pociąg do Krakowa. Według informacji z tablicy podałem co trzeba i którędy ma się udać by wsiąść do „Cegielskiego”. Wyległem na „jedynkę” delektując się pięknym, wiosennym słoneczkiem i spokojnie pstrykam leniwy ruch, czekając na EP09 z „Cegielskim”. Moje „Sukiennice” mają już +10 minut opóźnienia więc wyluzowany pstrykam „dziewiątkę” wjeżdżającą i wtedy mnie olśniło, przecież jedzie na inny peron a kobitka pytającą o ten pociąg, poruszająca się o kulach pewnie nie zatrybi zmiany a nawet jak to będzie za późno. Zbieram graty i pędzę po schodach, wpadając na peron już w momencie odjazdu pociągu. Na szczęście ktoś dał jej szansę i musiała się załapać. Ufff….. .

Czas odjazdu się zbliżał więc poczłapałem na swój peron i po chwili siedziałem a raczej stałem już w wagonie. W drodze do Kutna nic ciekawego nie spotkałem, jedyna rzecz godna uwagi to postęp prac przy infrastrukturze związanej z uruchomieniem Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej. Po wjeździe na E20 od razu wiadomo po co ciągnie nas EP09 i pełną parą śmigamy w kierunku Poznania. Z ciekawostek po drodze to skład Rail Polska z gagarinem zaraz za Kutnem i tamara Pol-Miedzi we Wrześni.

Poznań przywitał mnie mżawką i nikłą nadzieją na poprawę pogody. Mając ponad godzinę na przesiadkę, mimo wilgoci,polazłem na koniec czwartego peronu nacieszyć się bezustannym ruchem na stacji. Faktycznie sporo się tam dzieje i frekwencja w każdym z pociągów nienajgorsza. W końcu z Gdyni dociera mój „Bachus” i sadowię się w przedziale. Obłożenie jakieś 90% , co jak na okres przedsezonowy, jest sporym zaskoczeniem. Duża ilość ludzi trochę komplikuje robienie zdjęć podczas jazdy bo niestety nadal pada i marudzenia byłoby sporo. Na szczęście niewiele straciłem bo mignął mi tylko Class 66 FPL-a na bocznicy cukrowni w Opalenicy i Traxx Lotosu w Sulechowie. Przy wjeździe do Czerwieńska stał „czarnuch” STK-u czyli M62-1843 jeszcze bez firmowych naklejek. Za chwilę też na wschód podążył ST44-1239 ze sporym składem węglarek ale którą linią się udał trudno stwierdzić. Pada coraz mocniej psując mi humor i gasząc nadzieję na jakieś zdjęcia tego dnia. Docieram w końcu do Zielonej Góry i brnąc w ulewie przemieszczam się na dworzec autobusowy. Po 10 minutach podstawia się autobus do Słubic i po wypełnieniu po brzegi po chwili ruszamy. Do Krosna docieram po 18-stej, na szczęście przystanek jest zaledwie parę kroków od „Kuźni Smaku” czyli mojego hotelu. Deszcz trochę odpuszcza więc po szybkim logowaniu się zbieram aparat, statyw i kamerkę maszeruję na stację z zamiarem spędzenia tam reszty dnia. Po drodze oczywiście odwiedzam sklepik i nieco już zmęczony docieram na perony. Zasiadam tradycyjnie w końcu peronu pod daszkiem delektuję się ciszą, błogostanem sennej krośnieńskiej stacji i zimnym jasnozłotym napojem. Niestety spokój zakłóca pojawienie się grupki lokalnych miłośników destylatów wszelakich chroniących się podobnie jak ja przed deszczem na peronie. Na szczęście siadają na początku i da się jakoś wytrzymać. Nawet deszcz postanowił się skończyć i na horyzoncie pojawia się przejaśnienie. Zagadało też i radyjko z meldującym się od strony Czerwieńska składem a przesłodki głos dyżurnej oznajmił krzyżowanko. Pierwszy pojawia się skład CTL-a z rumunem na czele, pstryk-pstryk i zmierzam ku nastawni dysponującej w oczekiwaniu na drugi pociąg. Po chwili pojawia się kołomna ST44-1237 ze sporym składem samochodowym i o dziwo zostaje zatrzymana. „Czerwieńsk nie bierze….” skąd my to znamy, na szczęście marudzenie mechanika, że kończą mu się godziny przynosi skutek i po krótkim postoju skład jedzie dalej. Dość szybko zapada zmrok a ekipa na peronie, pewnie wiedziona ciekawością „co to za wariat w mundurze fotografujący pociągi” zaprasza mnie do wspólnego spożywania. Przekalkulowawszy, że lepiej się napić niż dostać oklep przyłączam się do przedstawicieli lokalnej młodzieży. Ogólnie atmosfera wytworzyła się przyjazna i wieczór upłynął wesoło. Tuż przed planowanym marszem w kierunku hotelu przemknął jedynie rumun z węglarkami ale z racji totalnego zaciemnienia na stacji numerku nie stwierdzono. Pomagam zanieść w kierunku domu zwłoki jednego z uczestników i z zamiarem wyspania się zmierzam na nocleg.

Pyszne śniadanko podane o 8:30 przywróciło mnie do pełni sił a pogoda na zewnętrzu nastroiła pozytywnie. Ruszam więc w kierunku Połupina odwiedzając po drodze sklepik i zahaczając o stację (to niestety +1,5km dodatkowego marszu). To był dobry wybór, gdyż gdy byłem 100m przed stacją zgłosił się mechanik i zobaczyłem zamykający się przejazd. Bieg i ledwo zdążyłem pstryknąć wjeżdżającego ST44-1237. Dobry początek dnia, nie wiedziałem, że na następny pociąg przyjdzie trochę poczekać. Idę więc drogą dookoła gdyż nie chciałem doprowadzić do konfrontacji z dyżurnymi bezceremonialnie idąc torami a ścieżki wzdłuż szlaku niestety nie ma. Maszeruję więc sobie przez Połupin szukając po drodze ewentualnego motywu do zakotwiczenia na dłużej. Wzbudzam tym oczywiście ciekawość mieszkańców i rozczarowuję dwóch z nich, że to nie pomiary geodezyjne ani żadna rządowa inwestycja a jedynie pasja i hobby. Po krótkiej pogawędce udaję się w dalszy spacer i znajduję fajną miejscówkę ale raz temperatura i brak cienia oraz podstępne, żadne krwi, bestie stadami oblepiające każdy skrawek nieosłoniętego ciała zmuszają mnie do odwrotu. Cóż w takim razie plan pierwotny czyli górka na końcu Połupina z widokiem na panoramę Krosna. Znajduję wspomniane miejsce i nie bez trudu wdrapuję się na górę niemalże rozdeptując ukrytą w zaroślach sarnę. Ciekawe, kto przestraszył się bardziej….

Widok z górki rzeczywiście fantastyczny i byłoby cudownie gdyby nie jeden detal a mianowicie brak pociągu na linii. Zaległem więc w trawie i poleżałem parę h rozkoszując się brakiem odgłosów cywilizacji jaką mam na co dzień za oknem. Niestety słońce postanowiło zakończyć współpracę i zakryć się chmurami. Owszem zrobiło się chłodniej ale też i motyw stracił na atrakcyjności. Z nudów zacząłem zwiedzać okoliczny lasek ale nic ciekawego w okolicy nie było. Dobrze po 14-stej wreszcie zaskrzeczało radio, oznajmiając skład od Krosna, niestety na przelocie. Wkrótce też i pojawiła się „beera” Lotosu ze składem beczek, ładnie się prezentując choć w cieniu chmur. Posiedziałem jeszcze 1,5h a widząc coraz większe zachmurzenie zacząłem zbierać manele i postanowiłem wyruszyć wzdłuż szlaku z zamiarem dotarcia do prostej do Ciemnic (około 2km po torach). Całe szczęście że robiłem to niespiesznie gdyż znowu radyjko zakomunikowało następny pociąg. Tym razem bonus w pełnej krasie, to co tygryski lubią najbardziej czyli klekot rumuna i to w najzacniejszym malowaniu bo zza drzewa wyłonił się stary, dobry znajomy z podsudeckiej czyli ST43-195.

Usatysfakcjonowany niemal w pełni bo brakło słoneczka i tak fantastycznie ustawiłem kadr kamery, że sam w niego wlazłem zlazłem z górki i pomaszerowałem wzdłuż linii. Szło się ciężko, torami niewygodnie a obok, mimo szerokiego śladu po drugim torze, zbyt miękko i za dużo krzaków miejscami. Po niecałych 2km poddałem się i nie docierając do wyznaczonego celu zacząłem wracać. Po jakimś kilometrze marszu zlazłem z torów i wykorzystując odcinek równego nasypu poszedłem obok. Po chwili oglądam się za siebie i widzę fatamorganę, jakieś 400 metrów za mną jedzie luzem, bezgłośnie, dobrą sześćdziesiątką, BR-285 Lotosu. Ciekawe czy mechanik mnie widział…… Docieram z powrotem do górki i tym razem zasiadam na dole trochę odpocząć. Po jakichś 30 minutach pojawia się skład CTL-a z rumunem na czele. Miodzio!

Drepczę więc torami dalej w kierunku Krosna, płosząc sarny i zające oraz różne inne niezidentyfikowane stworzenia czmychające w gęste zarośla przy szlaku. Przeliczyłem się jednak trochę z siłami i ze sprzyjającą aurą. Do hotelu docieram w deszczu poruszając się już tylko siłą woli. Trzydzieści kilo nadwagi, absolutny brak kondycji i treningu zrobiły swoje. Pochłaniam więc obiadek i mimo wczesnej pory padam na pysk do wyra z ambitnym planem sfotografowania linii o wschodzie słońca albo coś koło tego.

Budzik swym nachalnym brzęczeniem zmusił mnie do otwarcia powiek. Całe ciało krzyczało: „Głąbie! Jesteś na wakacjach, olej te pociągi i śpij dalej”. Niemalże nadludzkim wysiłkiem pokonałem grawitację łóżka, która wzrosła trzykrotnie, i zmusiłem cielsko do dowleczenia się do okna. Pada! Mimo tego iż misterny plan poszedł się paść z ogromną satysfakcją wróciłem pod kołderkę nastawiając budzik z rozkoszą na 8-mą.

Kolejne rewelacyjne śniadanko, szybki prysznic i niemal jak nowo narodzony maszeruję w kierunku stacji z zamiarem udania się tym razem na zachód. Już mam skręcać w drogę ku Wężyskom gdy doświadczam deja-vu. W tym samym miejscu co dnia poprzedniego dostrzegam zamykający się przejazd i znowu pogoń za pociągiem. Tym razem jednak pociąg jedzie od strony Czerwieńska. Pociąg to może lekka przesada, pędzący przez stację luzak Lotosu. Do tego dyżurna oznajmia krzyżowanie w Wężyskach. Zajmuję więc strategiczną pozycję przy wyjazdowych i kombinuję kadr z nastawnią. Wszystko przygotowane, skład melduje się pod tarczą i tylko coś go nie widać…. Noooooo, nie widać go bo wjeżdża z drugiej strony jako trzeci element układanki. No cóż, czasem nadmiar szczęścia psuje ogólną koncepcję. Pociąg zatrzymuje się w peronach a ja mam okazję poprawić ujęcie wieczornego krzyżowania skopanego przez małą ilość światła. Po chwili pojawia się też i kolejna niebieska zaraza z talbotami i po serii zdjęć pociągi rozjeżdżają się w swoje strony. Nie pozostaje więc nic innego jak udać się w dalszą drogę.

Pierwszy planowany przystanek to most na Bobrze. Niebawem słychać coś trąbiącego od strony Gubina, i za moment zza drzew wypadają dwie stonki, dobre i to. 2h później, również z tej samej strony przetoczył się skład CTL a ja postanawiam ruszać dalej i odnaleźć miejsce dawnego posterunku odgałęźnego w Raduszcu gdzie odchodziła linia na Lubsko.

Uszedłem kawałek za most a od strony Krosna słychać skład i niebawem z solidną szlakową przemyka następny gagarin, śpiesząc z talbotami do Niemiec. Docieram do ukrytego wśród pól przejazdu i chwila na odsapnięcie bo motywik zacny na coś od Krosna. Owszem przyjechał ale do Gubina Lotos podjęty przez porannego luzaka. Turlam więc się dalej i znajduję wreszcie miejsce odgałęzienia. Zapomniany Z1 dogorywa w krzakach, plant pod tor jest ale śladów po nastawni nie widać. Niby miejsce jest, nawet droga polna dochodzi ale chyba w przeszłości wyglądało to inaczej i podczas likwidacji posterunku musiała zajść głębsza przebudowa. W oddali rozlega się trąbka i po chwili słychać już znajomy terkot Schulzera pracującego z wysiłkiem. Pstrykam 258-kę i idę kawałek dalej, w kierunku niewielkiej polanki przy torach i tam rozbijam prowizoryczne obozowisko. Z lekkiej drzemki wyrywa mnie szum lokomotywy, to wracający luzem rumun, ledwo zdążyłem włączyć aparat i pomknął dalej.

Zamierzałem posiedzieć tam dłużej a po przejściu słoneczka za oś toru, wrócić na motyw z przejazdem. Niestety potężna czarna chmura zbliżająca się w błyskawicznym tempie od zachodu spowodowała zmianę planów i pośpieszną ewakuację. Deszcz można przeżyć ale mam ze sobą aparaty a wiadomo, że elektronika nie lubi wody (z jednym aparatem pożegnałem się już po deszczu…). Ogrom rozwijającego się frontu sugerował konkretne „lunięcie” więc i tempo marszu musiało być konkretne. Przy moście zszedłem ze szlaku bo wchodzi się tam już w pole rażenia nastawni a i po drodze należało uzupełnić płynne zapasy witamin z grupy B. Pani w sklepie, będąca wyraźnie pod wpływem ich działania ledwo się ogarniała doprowadzając mnie niemal na skraj wybuchu i tylko wrodzona łagodność powstrzymała mnie od pacyfikacji tej budy ;-). Uzyskawszy wreszcie życiodajne płyny wychodzę przed sklepik i wtedy rozlega się gromkie Rp1. K***** ! rzucam graty na trawę i wpadam tylko z aparatem między chałupy by choć zobaczyć co mi ucieka. Na szczęście trąbił na tyle daleko od przejazdu, że nawet ogarnąłem się aparatem. Zbieram rozsypany dobytek i zachodzę na stację, rozsiadając się w osłoniętym miejscu na końcu peronu pod ogromnym drzewem. Pięć minut później na niebie rozpętała się apokalipsa i osłona z drzewa na nic się zdała. Po przeczekaniu na peronie nawałnicy wracam pod drzewko i wkrótce pojawia się znowu ST43-258, tym razem z węglarkami. Po godzinie nadciąga kolejna fala deszczu, tym razem łagodna ale niestety mająca charakter bardziej długotrwały. Razem z deszczem pojawia się też ST44-1237 z miksem talbotowo-eaosowym. Posiedziałem jeszcze ze 2h ale zrobiło się zimno a siąpiący deszcz przemoczył mi niemal wszystko więc uznałem że nie ma sensu dalej kwitnąć na stacji i powlokłem się do hotelu.

Lenistwo i tym razem wygrało z chęcią zrobienia zdjęć porannych i po dziewiątej zawlokłem się nad rzekę. Zaraz też i pojawił się ST44-1239 z platformami a godzinę później tandem ST43-406 + ST44-1237 z talbotami. Potem ruch zamarł.

Posiedziałem do 16-stej i motyw znudził mi się już na tyle, że ruszyłem tyłek w kierunku przejazdu polnego. Zdążyłem pokonać most a za plecami odezwał się jakiś skład. Szybko wędrujące po niebie obłoczki co chwilę zmieniały scenerię i trafienie składu w słońcu było jak loteria. Na szczęście 3 sekundy przed nadejściem cienia rumun znalazł się tam gdzie powinien i jest całkiem sympatyczne foto. Do tego pani dyżurna poinformowała o krzyżowaniu w Wężyskach więc czekam na następny skład, który niczym wczorajsza burza pojawił się za moment na horyzoncie. Ledwo przemknął koło mnie a tu kolejna dobra informacja bo pani pogania mechanika coby się ogarniał bo w Ciemnicach będzie spotkano ze składem z Czerwieńska. Nie pozostawało mi nic innego jak dojść na upatrzony wcześniej łuk i poczekać na pociąg. Będąc w tak pięknych okolicznościach przyrody chciałem przeczekać tam do wieczora. Niestety miliardy komarów atakujące z zajadłością japońskiego samuraja zniechęciły mnie do tego. Dodatkowo na radiu słyszę jak po Krośnie Lotos uprawia jakieś manewry i postanawiam jednak wrócić na stację. Oczami wyobraźni widzę skład wygięty na bocznicy do bazy paliw, oświetlony promieniami zachodzącego słońca a w tle ozłocony las, ehhh….. Docieram w końcu na stację, radio umilkło, na torze numer 8 stoi z 10 beczek a po Traxxie ani śladu, pewnie uciekł do Czerwieńska. Na osłodę wyjazdowy w kierunku Ciemnic zapłonął przyjazną zielenią i 406-ka wracająca z Niemiec przetoczyła się przez stację. Wlokę się więc za ekspedycję towarową, bliżej nastawni wykonawczej by mieć szerszy plan na plener i podziwiam widok bocznicy, dokładnie taki jak sobie to wcześniej wyobraziłem tylko oczywiście bez pociągu. Taki kadr jest możliwy tylko przez krótki okres dnia i z okolicy peronu a rampa jest dobre 400 metrów dalej. No nic, myślę sobie, nie tym razem i idę zasiąść. Coś tam zgrzyta od czasu do czasu od strony bocznicy ale przecież widziałem tam 409Da więc pewnie obrabia skład przyciągnięty przez „beerę”. Zgrzytanie się nasila i po chwili w krzakach widzę halogeny….

Fuck! To Lotosiak wyciąga gaziarki z bocznicy. Przecież to moje ujęcie a on już jest w połowie łuku!! Niestety Carl Lewis ani inny Usain Bolt to ja nie jestem i nie dałem rady dobiec zanim skład minął opisywane wcześniej miejsce i nie schował się w krzakach. Chyba wolałbym tego nie widzieć. Byłem tak blisko…. No dobra marudzę i zbytnio się spuszczam nad zagadnieniem. Pogapiłem się w nagrodę na zestawianie składu i poczekałem do końca światła. Rewident zajął się robotą papierkową a ja uznałem, że po ciemku nie ma sensu czekać na jego odjazd i podreptałem do hotelu.

Rano czas było zbierać się w drogę powrotną, autobusik planowo zabiera mnie ze stacji CPN i przejeżdżając przez przejazd widzę jedynie wygaszoną kołomnę z kilkoma beczkami. W Zielonej Górze, „Bachusa” podstawili bardzo wcześnie więc lokuje się w przedziale. W stację wtacza się jamnik ze sporym składem węglarek i skutecznie zasłania stojącą na torach odstawczych EP08-007 odmalowaną w przepiękne pomarańczowe barwy. Z drugiej strony mignął mi ST43-406 luzem jadący gdzieś na „nadodrzankę” a ja pstrykam DB Regio do Zielonej Góry, ehhh jeszcze trochę i z naszej polskiej kolei nic już nie zostanie.

Droga powrotna bez emocji, z jedyną mijanką z BWE w Zbąszynku. Docieram do Poznania i znowu kotwiczę na „czwartym”. Ze stolicy Wielkopolski odbiera mnie Dorota wracająca z Ustronia i tak kończy się moja solowa przygoda kolejowa.

Było ciężko, bo zmęczenie, targać zaopatrzenie trzeba na plerach i cały dzień nie ma do kogo gęby otworzyć. Ruch osłabł znacznie, DB Schenker i pozostali prywaciarze również linię olewają. Brakowało też wspólnego nocnego kwitnięcia na stacji w Krośnie i długich pogawędek. Z drugiej strony udowodniłem sobie, że się da i przy sprawnej organizacji oraz odrobinie treningu taki wypad jest jak najbardziej możliwy i wystarczy ruszyć własne, tłuste, leniwe dupsko zza biurka by coś osiągnąć i zrelaksować się przy torach.

 

Z mroków pamięci relację przywołał i własnymi zdjęciami w galerii Krosno opatrzył

Michał Górecki

3 komentarze

  • Darkman

    Witam, jakim sprzętem nasłuchujesz kolej?

    • AcidRain

      Uniden UBC30XLT + Diamond RH-205

      • Darkman

        Thx!

Pozostaw odpowiedź na AcidRain Cofnij odpowiedź

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.